Niedoświadczeni uczestnicy rynku, w przeciwieństwie do doświadczonych marszandów, mają tendencję do kupowania nie samego obiektu, lecz jego historii. Z jakiegoś powodu narracje i legendy wywołują większe zainteresowanie i silniejszą reakcję emocjonalną niż samo dzieło.
W takich przypadkach proweniencja postrzegana jest jako bezwarunkowa gwarancja autentyczności, wartości i statusu — zwłaszcza gdy pojawiają się znane nazwiska, zamknięte kolekcje lub tzw. „przypadkowe odkrycia”. Jest to powszechny błąd, dlatego ważne jest jasne określenie zasadniczego stanowiska: proweniencja nie jest dowodem.
Proweniencja jest hipotezą roboczą. Czasem bardzo przekonującą, lecz dopóki nie zostanie potwierdzona dokumentacją i badaniami technicznymi, pozostaje jedynie wersją.
Gdzie pojawiają się ryzyka?
W praktyce zawodowej spotykamy się z sytuacjami, w których:
• dana historia brzmi logicznie i spójnie;
• narracja jest starannie skonstruowana;
• obiekt wizualnie budzi zaufanie i według wstępnej oceny odpowiada deklarowanemu okresowi;
jednak brakuje kluczowych dowodów potwierdzających jej wiarygodność.
Zazwyczaj problem tkwi w jednym lub kilku z następujących aspektów:
• luki w łańcuchu własności;
• brak odniesień archiwalnych;
• celowe lub selektywne ukrywanie faktów.
Dla nas jest to bezpośredni sygnał do przeprowadzenia pogłębionej analizy z udziałem dodatkowych specjalistów. Nie ma wątpliwości, że w takich przypadkach ryzyko jest jak najbardziej realne. Ostateczny nabywca może napotkać zarówno problemy prawne związane z wcześniejszą własnością, jak i ryzyko zakupu falsyfikatu.
Rynek i cena
Jednocześnie proweniencja bezpośrednio wpływa na wartość. Wiele osób postrzega dziś sztukę jako aktywo inwestycyjne.
Dzieła o przejrzystej historii własności, potwierdzonym udziale w wystawach muzealnych i udokumentowanej obecności w znaczących kolekcjach:
• osiągają wyższe ceny;
• sprzedają się szybciej;
• mają bardziej przewidywalną przyszłość na rynku wtórnym.
Dlatego właśnie transakcje artystyczne nie powinny zaczynać się od entuzjazmu. Powinny zaczynać się — jak w praktyce specjalistów Delancy’s — od poszukiwania, porządkowania i analizy rozproszonych danych. Naszym celem jest precyzyjna identyfikacja słabych punktów i eliminacja nieuzasadnionych wniosków.
Ludzkie myślenie ma skłonność do uzupełniania brakujących fragmentów. Rynek to rozumie — i czasem to wykorzystuje.
Dlaczego o tym mówimy?
Uważamy za konieczne jasne określenie naszych wartości od samego początku. Odpowiedzialność za rzetelność informacji jest częścią naszej etyki zawodowej. Dlatego na tym blogu będziemy regularnie publikować materiały poświęcone zagadnieniom pochodzenia, atrybucji i autentyczności.
To fundament, bez którego nie sposób podejmować wyważonych decyzji na współczesnym rynku sztuki.